Nie mam ostatnio szczęścia do lektur… Tadeusz Rolke. Moja namiętność rozczarowała tym bardziej, że wiele sobie po niej obiecywałem, a nie znalazłem w niej ani wątków interesujących od strony technicznej, ani motywujących do pracy, ani nawet fabularnie intrygujących. Kolejne zlecenia, kolejne kobiety, trochę podróży, wielu znajomych, o których niewiele się dowiedziałem i wybór chyba najsłabszych zdjęć w dorobku. Chciałem pocieszyć się pewniakiem, bo za takiego uważam Grishama, ale…Lata lecą i nie można po prostu wciąż być w formie i na szczycie – a szkoda. Demaskator to zapewne inspirowana jakimiś prawdziwymi zdarzeniami historia, ale nie poprawia to jej odbioru. Sam wybór głównych bohaterów – pracowników Komisji Dyscyplinarnej Sędziów to klasyczny „samobój”: nie zapowiada ani dynamicznej akcji, ani trzymających w napięciu rozpraw sądowych. Nakreślenie kilku wyrazistych sylwetek bohaterów drugoplanowych dawało nadzieję na nieco bardziej wciągający rozwój wydarzeń, ale w okolicach połowy objętości lektury autor chyba się zorientował, że pora kończyć i przyspieszył narrację, ale nie akcję…

Być może walorem tej lekturki jest techniczna strona pracy Komisji Dyscyplinarnej, ciekawa sytuacja prawna oficjalnie uznanych indiańskich plemion, niektóre mechanizmy prania brudnych pieniędzy czy szczegóły współpracy różnych rządowych organizacji, ale ani w tej książce porządnej akcji, ani narracji nie doświadczyłem. Być może Demaskator zrobi wrażenie na kimś, kto nie czytał FirmyRaportu Pelikana czy Klienta, ale ja niestety czytałem. Mam wrażenie, że Grisham upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: wywiązał się z umowy z wydawcą i opisał historię jakiegoś znajomka, któremu to obiecał.

Gratuluję sprytu – szkoda tylko, że ja za to zapłaciłem.