Inaczej nazwać tego nie można: dzisiejsze oficjalne podpisanie umowy na wykonanie projektu parku przy Muzeum Nałkowskich odbyło się na górce, na której stoi „Dom nad Łąkami”. Troszkę to dziwnie wygląda, ale przynajmniej nie ma ściemy – władza przemawia z góry do ludu. Tego ostatniego nie za wiele, ale nikt chyba nie spodziewał się tłumów w środku tygodnia o 15.00 przy temperaturze powyżej trzydziestu stopni…

Ten park już raz miał być – w dość powszechnej opinii mieszkańców jego powstanie miało usprawiedliwić usunięcie czołgu. Stworzono koncepcję, wizualizację (skąd my to znamy?), magistrat ogłosił konsultacje społeczne (trwały, jak katar, siedem dni) po czym okazało się że nie ma kasy, więc i parku nie będzie. Czy wcześniej była, a potem zniknęła? Nie mam pojęcia, teraz się chyba znalazła, czyli zapewne komuś zaciśnięto pasa.

Nie cieszę się. Może kiedyś… Uwielbiam Muzeum, ale park to ostatnie, czego potrzebuje Wołomin. Mamy niezagospodarowane centrum, dziurawy asfalt, rosnące potrzeby nowych mieszkańców. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale docierają do mnie plotki o likwidacji klas sportowych w ZS nr 5 – bo są za drogie. Jeśli to prawda – w roku, w którym nasze koszykarki zdobyły Mistrzostwo Polski juniorek, a do wyższych lig awansowali siatkarze i piłkarze – to chyba się jednak wyprowadzę. Do Marek, może do Ząbek.

A jeśli już park powstanie, to niech ktoś o niego dba i przewidzi na to kasę w budżecie. Żeby nie skończyło się smutno – jak dirtpark.