Właściwie to miałem się obrócić na pięcie i pójść do domu, ale na szczęście spotkałem paru znajomych i jakoś przetrwałem tę godzinę obsuwy. I dobrze!
Z każdym utworem było coraz lepiej: oświetlenie przestało przypominać prowincjonalny teatr amatorski, nagłośnienie – szkolną akademię a publiczność kolejkę po wypłatę środków pod siedzibą SKOK-u. Jednocześnie rosła sprawność muzyków – o ile już na Assault nie było źle, to M.O.R.O.N wypadł po prostu bardzo dobrze, a egzotyczni goście z Thell Bario zaskoczyli chyba wszystkich. Mnie głównie obecnością przeszkadzajkowca w składzie – no i wytrzymałością, bo brykanie przez godzinę po scenie w masce raczej nie należy do przyjemności.

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter