DLC do Dying Light to wart swojej ceny kawał dobrego rozszerzenia do świetnej gry! Grywam wprawdzie z przerwami, więc trochę zatracam przez to klimat tej historii, ale nie sposób mimo to nie docenić odrębności i wyjątkowości tego dodatku. Kyle Crane na wsi! Bohater heroicznych zmagań z zombie trafia na rozległe tereny otaczające miasto Harran i nagle zaczyna być wszędzie daleko – nowy teren jest dwa razy większy od tego z podstawki, dodatkowo nie da się już w miarę bezpiecznie śmigać po dachach budynków…

Na szczęście pojawia się pospawane z byle czego buggy, które można ulepszać i przyozdabiać wedle własnego gustu w miarę wchodzenia na kolejne poziomy umiejętności jako kierowca. Nowe bronie (dystansowe!), nowi przeciwnicy no i przede wszystkim – nowe wyzwania! Crane musi zdobyć zaufanie członków pewnej ciekawej sekty, którzy są ponoć odporni na skutki pokąsania przez zombie. Oczywiście masa pobocznych misji, handelek, ulepszenia broni i hasanie łazikiem po młodym zbożu powodują, że wcale nie spieszy mi się do zakończenia…