Gazeta Świąteczna R.37, nr 1886 (25 marca 1917)

Kiedyś nie było telefonów, więc „na wnusia” nie dawało się naiwnych przekręcać. Na szczęście w Poświętnem ludzie byli nie w ciemię bici…

Ciemne sekrety

Obiecuję – już nigdy nie ocenię książki po okładce… Naprawdę łatwo się oszukać! Mnie zdarzyło się to właśnie z debiutanckim kryminałem Michaela Hjortha i Hansa Rosenfeldta, który omijałem szerokim łukiem właśnie przez okładkę, straszącą mnie od dłuższego czasu w pewnej księgarni internetowej jako tytuł szczególnie polecany mojej uwadze. Nie zachęcała mnie też jakoś szczególnie skandynawskość tego dzieła, bo nie potrafię się pozbyć skojarzeń z obszernymi, wyczerpującymi opisami rytuałów parzenia i picia kawy przez zrozpaczonych bohaterów. No i dwóch autorów… Serio? Jeden nie dał rady? Czytaj dalej „Ciemne sekrety” →

Żniwa zła

Trudno mi porównywać trzeci tom kryminalnych perypetii wielkiego kuternogi z poprzednimi – Wołanie kukułki i Jedwabnika przeczytał mi Maciej Stuhr i nieco się obawiałem, że bez jego interpretacji cała ta historia wypadnie blado… Na szczęście Robert Galbraith, czyli J. K. Rowling w przebraniu, postanowiła pogrzebać nieco w przeszłości Cormorana Strike’a i Robin Ellacott. Zrównoważyło to nieco dość koszmarny wątek kryminalny pełen odciętych kończyn, pedofilii i przemocy seksualnej i uświadomiło mi, że planowanie cyklu powieści to nie jest prosta sprawa… Czytaj dalej „Żniwa zła” →

Lord Mord

No i stało się – polubiłem czeską literaturę. Nie przeszkodził mi w tym szaro-bury obraz Pragi końca XIX wieku, na tle którego rozgrywa się kryminalna, ale też nieco groteskowa historia, którą oglądamy oczami hrabiego Arco – utracjusza, gruźlika, szermierza, heroinisty. Nie rozproszyły polityczno-historyczne dywagacje, antysemickie wątki, erotyczne smaczki. Miloš Urban wykonał znakomitą robotę! Czytaj dalej „Lord Mord” →

W cieniu

Do niedawna Rumunia kojarzyła mi się właściwie wyłącznie z backgammonem i dominem, które są ponoć niezwykle popularne wśród tamtejszych emerytów przesiadujących całymi dniami przy planszach i stolikach. I z Rummikub – bo właśnie w Rumunii powstała ta gra.  No i z od tygodnia mam też świadomość istnienia w tym kraju kinematografii – może nie jakiejś światowej, ale na pewno potrafią tam zrobić dobry serial kryminalny. Czytaj dalej „W cieniu” →

Zły

Znów InPost dostarczył mi emocji… Nie, nie zgubili mi paczki – po prostu znów w ramach premii za błyskawicznie odebraną przesyłkę dostałem audiobooka, i to nie byle jakiego! Na półce to jest dobrych kilka centymetrów, ponad sześćset stron gęstego, znakomitego tekstu, w wersji do słuchania – ponad 38 godzin w wybornym towarzystwie Adama Ferency. Troszkę to trwało, zanim zakończyłem tę fascynującą podróż do Warszawy lat pięćdziesiątych… Czytaj dalej „Zły” →

Gniew

Trochę żałuję, że rzuciłem się na Gniew  z takim zaangażowaniem, że nie sączyłem go wolniej i nie wystarczył mi na dłużej. Stało się, skończyłem – ale to nie moja wina, teraz widzę to jasno i wyraźnie! Czytaj dalej „Gniew” →

Uwikłanie

Wydawało mi się, że nie najlepiej zacząłem znajomość z Zygmuntem Miłoszewskim – Ziarno prawdy wpadło mi w ręce w formie audiobooka, w dodatku to przecież drugi tom cyklu z Szackim. Sięgnąłem po Uwikłanie i… cieszę się, że już się troszkę z panem prokuratorem wcześniej poznaliśmy. Przeczytałem – ale bez emocji. Czytaj dalej „Uwikłanie” →

Ziarno prawdy

Zawsze szybko odbieram paczki z paczkomatu – w końcu dlatego wybieram tę formę doręczenia, że zależy mi na czasie i wygodzie. Mało brakowało, a przeoczyłbym bonusik przy ostatniej dostawie – zazwyczaj nie wczytuję się w informacyjne maile i SMS-y, ale tym razem wpadło mi w oko znajome logo Audioteki, więc odebrałem paczkę, zarejestrowałem się na stronie promocji, odebrałem kod i… okazało się, że mam do wyboru Grand Wiśniewskiego, Ziarno Prawdy Miłoszewskiego i Steve Jobs Isaacsona. Muszę przyznać, że pobrałem Ziarno prawdy tylko dlatego, że toleruję jedynie biografie muzyków, zaś Wiśniewskiego nie toleruję wcale. Tak mam. Czytaj dalej „Ziarno prawdy” →

Zmuś mnie

To nie tak, że się poddałem – po prostu Sześć światów Hain w jednym podejściu to trochę za dużo, jak na takiego prostego chłopa jak ja. Wciąż jestem pod wrażeniem pisarstwa LeGuin i wcale nie przerwałem po Świecie Rocannona – przebyłem jeszcze kolejne cztery i dotarłem do Wydziedziczonych, kiedy zupełnie nieoczekiwanie dopadł mnie Jack Reacher. Wyskoczył z maila o zapowiedziach wydawniczych i… no… zmusił mnie. Czytaj dalej „Zmuś mnie” →

Nocne życie

Chciałem trochę odpocząć jako czytelnik i przeczytać coś przyzwoitego. Szukałem jakiejś spójnej historii opowiedzianej stylowo, ale czytelnie. Nie potrzebowałem wielkiej literatury… Trafiłem na Nocne życie Denisa Lehane’a. Szukam dalej… Czytaj dalej „Nocne życie” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑